Pewien filozof powiedział, że niemożliwym jest kochać i być mądrym zarazem. A jednak okazuje się, że więcej racji od niego miał Szekspir mówiąc, że są na tym świcie rzeczy, o których się filozofom nie śniło. Jak bowiem pokazują ostatnie badania, inteligentni kochają się lepiej!
Kilka lat temu pojawiło się w psychologii dość ciekawe pojęcie "inteligencja emocjonalna" - tłumaczyło ono, dlaczego niektórzy ludzie, mimo że są świetnie wykształceni i uchodzą za niesłychanie inteligentnych, to nie radzą sobie z najprostszymi codziennymi sprawami, nie odnoszą sukcesów w pracy, nie umieją się dogadać z innymi.
Teraz modna staje się inteligencja seksualna. Oczywiście wszystko, co w jakikolwiek sposób łączy się z seksem, łatwo trafia do masowej wyobraĽni. Ale dodatkową motywacją poza - skądinąd naturalnym i zdrowym zainteresowaniem tą tematyką - jest fakt, że jak się okazuje, straszliwie dużo ludzi ma z seksem poważne problemy. I to problemy, o których nie ma z kim porozmawiać. No, a jak łatwo sobie wyobrazić, takie problemy potrafią sfrustrować.
Popularność viagry przewyższa znacznie zapotrzebowanie na jakąkolwiek encyklopedię, a ilość sprzedawanych rocznie błękitnych pigułek przewyższa nakład Harry""ego Pottera. Wydawać by się mogło, że to problem ludzi starszych. Otóż nic bardziej mylnego - badania przeprowadzone przez dwoje amerykańskich naukowców dr Sheree Conrad i dr. Michaela Milburna, autorów pojęcia inteligencji seksualnej, wskazują, że zaburzenia i problemy seksualne to specyfika raczej młodego wieku.
Seks jest wszędzie
Rewolucja seksualna lat 60. wprowadziła go otwarcie do kina, sztuki, mody. Nikogo już nie zbulwersuje piosenkarz kopulujący na scenie z gitarą, sceny erotyczne w kinie są bardziej śmiałe niż 40 lat temu w filmach pornograficznych, a i czytając opisy najgorętszych scen miłosnych u Żeromskiego, raczej się można pośmiać niż spłonić rumieńcem wstydu. Mimo to wciąż mamy te same problemy z tzw. pożyciem, a może nawet większe, bo 40 lat temu większość kobiet nie cierpiała z tego powodu, że nie przeżywa orgazmu, bo... w ogóle o nim nie słyszała.
Okazuje się, że większość problemów bierze się nie z chorób, czy uszkodzeń fizycznych lub psychicznych, ale stąd, że jesteśmy zwyczajnie głupi w "te klocki":
nie umiemy rozmawiać o seksie a już w szczególności o problemach z nim związanych
nie zastanawiamy się nad swoimi potrzebami a tym bardziej nad potrzebami partnera
nasza wiedza dotycząca seksu, (w tym również anatomii) jest żenująca
empatia, czyli próba zrozumienia tego, co czuje partner(ka), najczęściej jest zerowa